Rok 1920 w polskiej pamięci zbiorowej
Zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej tworzy jeden z najważniejszych węzłów naszej narodowej pamięci. Co roku, 15 sierpnia, uroczyście obchodzimy Święto Wojska Polskiego. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że wiedza o wojnie polsko-bolszewickiej jest raczej powierzchowna. Na taki stan rzeczy wpłynęła przede wszystkim polityka historyczna Polski Ludowej. W ostatnim trzydziestoleciu dołożyło się do tego stopniowe obniżenie rangi historii w systemie edukacji, przez co młodsza część społeczeństwa poznaje dwudziestowieczne dzieje Polski nazbyt pobieżnie.
Zgoła inaczej sprawy miały się w okresie Drugiej Rzeczypospolitej, gdy doświadczenie walki zbrojnej z komunistyczną Rosją było wciąż żywe i stanowiło fundament tożsamości odrodzonego państwa. Niepoślednią rolę w ugruntowaniu tego skojarzenia odegrała literatura piękna. W tym artykule chciałbym przypomnieć jedno z najwybitniejszych dzieł prozatorskich opisujących wojnę 1920 roku. Utwór niezwykły: ukazujący wojnę w zgrzebnej codzienności okopowej i całkowicie wyzbyty elementów mitologizujących historię.
Mam na myśli powieść W polu Stanisława Rembeka (1901–1985). Jej pierwodruk miał miejsce w 1937 roku. Znalezienie się Polski w radzieckiej strefie wpływów po II wojnie światowej spowodowało wyrzucenie tego (i nie tylko tego) dzieła Rembeka z oficjalnego obiegu czytelniczego. Samego twórcę ominęły dramatyczne losy Wacława Grubińskiego (1883–1973), autora feralnej sztuki teatralnej o przywódcy bolszewików. Grubińskiemu poświęciłem odrębny artykuł: Fartowny prześmiewca Lenina.

Zamilczany autor
Zarys biografii Rembeka oraz wykaz bibliograficzny wytworów jego pióra zawiera hasło encyklopedyczne Alicji Szałagan i Katarzyny Batory w internetowym słowniku Polscy pisarze i badacze literatury XX i XXI wieku. Wyłuskajmy z biogramu wątki krzyżujące jego drogę życiową z Rosją. Zwraca uwagę przede wszystkim aktywistyczna postawa w wieku młodzieńczym: w 1918 zostaje członkiem konspiracyjnej Polskiej Organizacji Wojskowej, a w kolejnym roku wstępuje jako ochotnik do Wojska Polskiego i bierze udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Okoliczność ta dodaje wiarygodności jego wojennej prozie.
Wśród przekładów, którymi parał się w Polsce Ludowej, znajdziemy opowiadania Mikołaja Gogola (Warszawa 1949). Nie miałem sposobności zapoznania się z tym tłumaczeniem. Chciałbym natomiast zwrócić uwagę na utwory Rembeka eksploatujące tematykę powstania styczniowego: Balladę o wzgardliwym wisielcu i opowiadania Przekazana sztafeta oraz Igła wojewody. Warto przypomnieć, że dwa ostatnie zostały zaadaptowane przez Juliusza Machulskiego (ur. 1955), czego efektem jest dramat wojenny Szwadron (1992).
Do ujęć powstania styczniowego w literaturze polskiej wrócę w odrębnym artykule. Tu zauważę tylko, że Rembek proponuje zupełnie nieoczywistą perspektywę opowieści, którą snuje nie polski insurekcjonista, lecz Rosjanin. Stosuje zatem, by użyć sformułowania badacza jego twórczości „odwrócony porządek” (M. Lalak, Między historią a biografią. O prozie Stanisława Rembeka, Szczecin 1991, s. 114–125).
W polu: nowa edycja i różne odczytania
Wróćmy do chwili obecnej. Państwowy Instytut Wydawniczy uświetnił swoje 75-lecie (2021) inauguracją nieukończonej jeszcze dziesięciotomowej edycji dzieł zebranych Rembeka. Poza powieścią stanowiącą kanwę tego artykułu, składają się na nią również inne utwory historyczne pisarza, a nawet rzeczy niepublikowane za jego życia. Zainteresowanych szczegółami przedsięwzięcia zachęcam do wysłuchania rozmowy z redaktorem serii, profesorem Maciejem Urbanowskim (ur. 1965):
W poniższym omówieniu zwracam uwagę na te wątki i cechy powieści Rembeka, które zwróciły moją uwagę jako badacza Rosji i stosunków polsko-rosyjskich. Nie twierdzę, że wszystkie one mają ten sam ciężar znaczeniowy i że zaproponowana przeze mnie problematyzacja zostałaby przyjęta przez autora z pełną aprobatą.
Twórczość prozaika powoli wraca do łask i była już niejednokrotnie przedmiotem analiz. Spośród tych dostępnych w Internecie mogę polecić artykuł przeglądowy Urbanowskiego w „Ruchu Literackim” oraz dwa teksty – Bartłomieja Bielasa i Weroniki Girys-Czagowiec – analizujące sposób przedstawienia tematyki wojennej w utworach Rembeka.
W cytowaniach korzystam z przywołanego wyżej wydania krytycznego (S. Rembek, Dzieła zebrane, t. III: W polu. Opowieść, red. M. Urbanowski, Warszawa 2021).
Nawiązanie do Tołstoja
Spojrzenie na całokształt twórczości Rembeka pozwala stwierdzić, że wątki rosyjskie zajmowały w niej istotne miejsce. Poza należytą orientacją w historycznych meandrach konfrontacji polskich niepodległościowców z imperialną Rosją, autor demonstrował też dobrą znajomość klasyków literatury. Omawiana powieść dostarcza w tym względzie wymownego przykładu.
Oto nad losami bohaterów W polu, czyli żołnierzy 7 Kompanii 10 Dywizji Piechoty ciąży klątwa jej podoficera, sierżanta Derenia. Nie umiejąc pogodzić się ze śmiercią swojego przyjaciela i podwładnego, kaprala Górnego, obwinia on o nią dowódców oddziału i wieszczy jego zagładę. Komentujący sytuację sierżant Sołyszko (któremu poświęcę osobne uwagi) przywołuje Zmartwychwstanie Lwa N. Tołstoja.
Znamienne jest nie tylko nawiązanie do późnego utworu rosyjskiego pisarza, lecz i to, że Rembek eksponuje wprawdzie ważny i przejmujący, ale jednak tylko epizod powieści. „Gdzie istnieje krzywda, tam musi być i wina” – podsumowuje sentencjonalnie rezolutny podoficer (s. 48). A na uwagę przełożonego, iż Tołstoj nie ma tu nic do rzeczy, odpowiada: „Być może (…) trudno znaleźć tu wyraźnego sprawcę nieszczęścia. W każdym bądź razie okazuje się, że nie ma ludzi niepotrzebnych” (tamże).
Ta asekuracyjna replika podwładnego ani trochę nie osłabia oskarżenia wysuniętego przez rozżalonego sierżanta Derenia. Ostatecznie wszak i w Zmartwychwstaniu, i na linii frontu wojny polsko-bolszewickiej do śmierci doprowadza ścisłe wykonywanie rozkazów, które same w sobie nie zawierają złej intencji. W obu przypadkach tragedia śmierci wywołuje pytanie o winę ulokowaną na styku hierarchii, procedur i obowiązku służbowego.
Naturalizm opisów
Redaktor najnowszej edycji dzieł zebranych Rembeka skłania się ku opinii, że sposób obrazowania świata autora W polu przybiera postać heroicznego realizmu (s. 410 cytowanego wydania, Posłowie). Historyk literatury usiłuje objąć tym terminem dwoistość narracyjną, osobliwe połączenie nieledwie naturalistycznego opisu życia okopowego z „podprogowym” przekazem, który wzbudza głęboki szacunek dla ofiary żołnierzy 1920 roku.
Nie wdając się w dywagacje o adekwatności tej czy innej nazwy stosowanej przez Rembeka konwencji, trzeba zgodzić się z trafnością samej obserwacji polonisty. Warto przy tym odnotować, że efekt końcowy (uwznioślenie polskiego wysiłku obronnego) został osiągnięty właśnie dzięki obrazowemu ukazaniu okropności wojny, mimo iż sam sens walki nie ulega zakwestionowaniu.
Ta ostatnia konstatacja każe sceptycznie odnosić się do prób zaszufladkowania W polu jako prozy antywojennej. Z drugiej strony trudno uznać utwór za wzorcowy przykład tendencji militarystycznej. Przed takim jego odbiorem skutecznie „chronią” fragmenty takie jak poniższy opis poległego oficera:
Tamże, s. 365.
Przez otwarte usta waliła mu krew, jak z artezyjskiej studni. Oddech w rozdartej tchawicy świszczał przeraźliwie i zatapiał się w strumieniach posoki okropnym szlochem, podobnym do bulgotania baniek błotnych nad głową utopionego człowieka. Wywrócone białka błyskały w blasku łuny.
Albo taki passus ukazujący dehumanizacyjny wpływ wojny na elementarną ludzką wrażliwość:
Tamże, s. 285.
zobojętnienie wypływało z zapomnienia, że to ludzie przecież poniewierają się w ten sposób po rowach, bruzdach i kałużach, że i w tym skrwawionym i zakurzonym ochłapie, stanowiącym żerowisko dla rozmaitego plugastwa, wczoraj jeszcze jaśniała swym światłem ludzka świadomość.
Ukrainiec między Polską a Rosją
Wyrazistą osobowością obdarzył autor powieści Ukraińca, sierżanta Sołyszko. Powieściowy Bazyli (a faktycznie Wasilij, ewentualnie Wasyl) to człowiek o złożonej tożsamości. Syn zamordowanego przez polskich bojowców rewirowego-gorliwca pilnującego porządku w Częstochowie, po przeprowadzce do Charkowa tępiony z kolei przez rówieśników za rzekomą polskość, ostatecznie identyfikuje się z nowo powstałym państwem ukraińskim, by finalnie trafić do armii polskiej stawiającej opór bolszewickiej nawale.
Rozszczepienie narodowościowe nie czyni Sołyszki oględniejszym w generalizacjach. W polskich towarzyszach broni dostrzega przede wszystkim zarozumialców, krzykaczy i ludzi ulegających własnej fantazji. Tkwią w Ukraińcu zadry z powodu doznanych od Polaków upokorzeń, rzeczywistych i wyimaginowanych. O Polsce myśli jako o kraju
Tamże, s. 236.
gdzie każdy dureń czuł się powołany do krytyki wszystkiego, nie biorąc za nic odpowiedzialności, niby zdetronizowany władca obserwujący z wygnania konwulsje rewolucji, w jakich tarza się jego niewdzięczny lud.
Rembekowy wizerunek ukraińskiego uczestnika walk z bolszewikami nie jest jednak karykaturą. Autor przedstawia Sołyszkę jako wnikliwego obserwatora i bystrego rozmówcę. Z brudnopisu przedmowy do nieurzeczywistnionego wydania powieści w PRL wiadomo zresztą, że na jego ogląd Ukraińców (i Białorusinów) najsilniej wpłynęła dziewiętnastowieczna literatura polska idealizująca stosunki narodowościowe na wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej i oferująca raczej idylliczne obrazy Kozaka-wiernego sojusznika we wspólnej walce z Rosją.
Charakter narodowy Polaków
Przecież jednak to nie gniewne sarkanie Sołyszki najwierniej oddaje rysy polskiego portretu zbiorowego. Wolno zakładać, że bliższy Rembekowi pogląd wyznaje powieściowy podporucznik Paprosiński, zastanawiający się nad
Tamże, s. 206.
tą niespotykaną nigdzie prężnością polskiej rasy, nieznoszącej karności, ale też zawsze powracającej do swych znaków; nienawidzącej wszelkiej władzy, ale też nigdy niehołdującej obcej przemocy; kłótliwej i niesfornej, lecz nieznającej w swych dziejach przewrotów i terroru wobec przeciwników politycznych; niecierpliwej i niewytrwałej w dziełach zwycięstwa, ale zarazem nierozumiejącej wyrazu „klęska”; bezsilnej wobec zdrady, ale niezwalczonej w polu.
Paprosiński nie jest typem brązownika. Ukazany przez autora jako osoba bardzo refleksyjna, ani na moment nie ulega podszeptom nacjonalistycznego uniesienia. Wręcz przeciwnie: największe polskie triumfy w siedemnastowiecznych bitwach pod Kircholmem, Kłuszynem czy Chocimiem uznaje on za przejawy brawury i bezmyślności, które zakończyły się powodzeniem wbrew zasadom sztuki wojennej. „Polskie szaleństwo może być metodą” – konstatuje w myślach (s. 222).
Chociaż rzeczywistość walk frontowych Rembek całkowicie odziera z patosu, to można odnieść wrażenie, iż w powieściowych żołnierzach 7 Kompanii biją serca romantyków. O ile mianem tych ostatnich określimy ludzi przydających znaczenie idei niepodległości.
Wizerunek bolszewika
Z całą pewnością natomiast niepodobna uznać W polu za powieść propagandową. Ujmując rzecz ściślej: nie ulega wątpliwości dla kogo bije serce autora, który wszak sam uczestniczył w wojnie przeciwko bolszewickiej Rosji. Osobiste doświadczenia nie przełożyły się jednak na próby odczłowieczenia przeciwnika. Uwidacznia to choćby charakterystyka czerwonego komisarza dogorywającego z odłupanym kawałkiem czaszki.
W pierwszej chwili sprawiał on na wzmiankowanym już Paprosińskim wrażenie „osobnika drapieżnego gatunku, krwiożerczego jak pantera, a jak żmija pełnego jadu nienawiści”. Chwilę później podporucznika dopada gonitwa myśli, spostrzega we wrogu istotę ludzką:
Tamże, s. 133.
Obserwował on pogrążonego w straszliwej zadumie komunistę z piekącą ciekawością. O czym może myśleć człowiek, któremu nagle do czaszki zajrzało światło wschodzącego słońca? (…) Czy tą żałosną resztką okaleczonego organu świadomości obejmuje teraz bezsens swojego życia?
Nawet takie sformułowania przekreślały możliwość ponownego wydania powieści w stalinowskiej Polsce. Nie doszły do skutku próby publikacji w oficjalnym obiegu krajowym na fali odwilży październikowej czy w latach 80. XX wieku. Powieść znalazła się natomiast w obiegu nieoficjalnym. Najpierw za sprawą edycji paryskiej w ramach Biblioteki „Kultury” (1958). Następnie, ćwierć wieku później, w edycji podziemnej oficyny wydawniczej NOWA (1983).
Przesłanie
Obecnie nic nie ogranicza dostępu do tej i innych powieści Rembeka. Warto je czytać – tym bardziej że są napisane przystępnym językiem. Względy estetyczne są ważne, ale w przypadku W polu szczególnie mocno wybrzmiewa przesłanie: stawianie czoła agresji wymaga wielkich wyrzeczeń i często nie ma w sobie niczego wzniosłego, lecz pozwala uchronić to, co najważniejsze – wolność. Na tym polegał sens wysiłku wojennego odradzającej się Polski – i po to w sierpniowe dni wracamy pamięcią do krwawych i cuchnących zmagań roku 1920.
Następny artykuł pojawi się na blogu 1 września. Proszę go nie przegapić: będzie o Czechowie.
Dziękuję za każde wsparcie bloga Prawdziwa Rosja.
