Sałtykow-Szczedrin – twórca pomijany
Historycy literatury rosyjskiej, osobliwie autorzy syntez podręcznikowych, nie rozdzielają faworów według rzeczywistych zasług twórców. Pal sześć, gdy kieruje nimi chęć dowartościowania swoich ulubieńców. Gorzej, gdy chcą umniejszyć autorów cieszących się poczytnością i autorytetem za życia. Taki przypadek reprezentuje bohater mojego szkicu – Michaił Jewgrafowicz Sałtykow (1826-1889), używający pseudonimu Szczedrin.
Gwoli sprawiedliwości trzeba zaznaczyć, że krytyka literacka przedrewolucyjnej Rosji traktowała go z rewerencją. Widziano w nim pełnoprawnego rezydenta panteonu literatury. Paradoksalnie jednak głębokie zanurzenie w rosyjskiej swojskości uniemożliwiło Michaiłowi Jewgrafowiczowi „karierę” ogólnoświatową. Inaczej bowiem niż choćby Fiodora M. Dostojewskiego (1821-1881) czy Lwa N. Tołstoja (1828-1910), Sałtykowa trudno przełożyć na język obcy bez opatrywania tłumaczenia górą przypisów. Tak to widział szanowany autor biogramu Szczedrina w przedrewolucyjnym wydawnictwie leksykograficznym (Русский биографический словарь, т. 18, Санкт-Петербург 1904, s. 88).
Zależy mi na przybliżeniu Państwu zasług pisarza: nie tyle i nie tylko stylisty, ile raczej nieocenionego komentatora dziewiętnastowiecznych realiów rosyjskich. Zerkam na półkę, gdzie tłoczą się tomy jednego z radzieckich wydań zbiorowych jego dzieł. Składają się na nie przede wszystkim próby prozatorskie, publicystyka, a wreszcie korespondencja. Imponujący objętością dorobek! Nie mam powodu, by udawać, że wszystko to przeczytałem.
Twórczość pisarska i publicystyczna Sałtykowa od początku towarzyszyła moim wysiłkom badania historii Rosji drugiej połowy XIX wieku. Mam o niej chyba wystarczające pojęcie, by próbować Państwa zachęcić do dopisania którejś z wymienionych niżej pozycji na listę lektur. Aby osiągnąć swój cel, zasygnalizuję kilka stałych motywów w Szczedrinowskich dziełach. Przedtem jednak pragnąłbym wskazać parę ważnych momentów znaczących jego drogę życiową.
Punkty zwrotne
Serce Michaiła Jewgrafowicza znajdowało się po lewej stronie, mimo że on sam wywodził się ze starego rodu szlacheckiego Sałtykowów. Wykształcenie zdobył w legendarnym i prestiżowym Liceum Carskosielskim (Aleksandryjskim). Konieczny dopisek: nazwa tej placówki może być myląca, nie była to bowiem szkoła średnia jak gimnazjum, lecz elitarna szkoła wyższa o profilu humanistyczno-prawniczym.
Wstąpił na służbę do Ministerstwa Wojny, łącząc ją z aktywnością twórczą. Samowolna publikacja utworu, w którym dopatrzono się nieprawomyślności (wzmożenie cenzury w 1848 roku wywołała obawa przed Wiosną Ludów) spowodowała zesłanie młodego kancelisty do Wiatki. Tam kontynuował swoje zajęcia urzędnicze, tym razem w administracji gubernialnej. Nie zarzucił i pisania. Zsyłka administracyjna trwała do późnej jesieni 1855 roku. Umożliwiła ona pogłębione obserwacje życia prowincji, które znalazły odbicie w najgłośniejszych utworach pisarza.
Jako urzędnik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych został Sałtykow delegowany do Tweru, a następnie do Riazania; w obu tych ośrodkach piastował funkcję wicegubernatora. Również i te doświadczenia pozwoliły mu zgromadzić obfity materiał dla przyszłych publikacji. Karierę biurokratyczną zakończył w końcu lat 60. Wróciwszy do Petersburga oddał się współtworzeniu opiniotwórczych czasopism: najpierw „Sowriemiennika”, następnie (od 1868 roku) „Otieczestwiennych Zapisok”.
Dla historyka epoki wielkich reform oba wydawnictwa są niezastąpionym źródłem wiadomości o tendencjach lewicowej myśli społecznej. Oba też dokonały żywota pod naporem cenzury. Sam Szczedrin także niemało od niej wycierpiał, a tworzył do samego końca. Spróbujmy się teraz zorientować, jakie problemy go zajmowały.

Demaskator Rosji prowincjonalnej
Przymusowemu pobytowi w ośrodkach prowincjonalnych zawdzięczamy jeden z najważniejszych w literaturze obrazów degrengolady społeczeństwa rosyjskiego doby mikołajowskiej (1825-1855). Mam na myśli Szkice gubernialne (Губернские очерки, 1857), wzorcowe dzieło nurtu literatury demaskatorskiej.
Wyciągam z półki mocno sfatygowany egzemplarz Szkiców gubernialnych i sam jestem ciekaw, jakie znajdę w nim zaznaczenia. Pamiętam, z jaką uwagą czytałem tę książkę przed kilkunastu laty. Zajmowałem się wtedy wyobraźnią polityczną elity władzy w epoce wielkich reform, czyli za panowania Aleksandra II. Szczedrinowska proza sprowadziła mnie na ziemię.
Wyzbyty iluzji na temat rosyjskiej kultury prawnej tamtych czasów narrator wprowadza do „akcji” coraz to nowe postaci, a właściwie typy ludzkie. Nie są to bohaterowie mojego doktoratu, ale przecież to właśnie w ich charakterach i perypetiach odbijają się losy modernizującej się Rosji. Nigdy nie utożsamiałem się ze spojrzeniem Sałtykowa, uważając je za zbyt pesymistyczne. Muszę jednak przyznać, że jego utwory kazały mi zmitygować entuzjazm dla szans przeobrażenia państwa rosyjskiego wedle nowoczesnych recept.
Portrecista hipokrytów
Dwie impresje, które dają dobre pojęcie o całości, a zarazem odsłaniają manierę pisarską Szczedrina. Najpierw fragment o etyce urzędniczej:
Skarb państwa jest dla nich czymś abstrakcyjnym, symbolicznym, nieuchwytnym – niby jakiś opar (…) „Któż cierpi na tym? – pytam; kto? – woła zaperzony ideolog urzędnik, który jako żywo nie tknął mięsa w wielkim poście, ani jednej łapówki nie wziął bez przeżegnania się, a o miłości ojczyzny nigdy w życiu nie mówił bez łez – kto cierpi na tym, że się monopolowi dostawi okowitę nie po czterdzieści, ale po czterdzieści pięć kopiejek za wiadro?!
M. Sałtykow-Szczedrin, Szkice gubernialne, przeł. Cz. Jastrzębiec-Kozłowski, Warszawa 1956, s. 93.
Czy ten obrazek nam czegoś nie przypomina, że wspomnę tylko o przygotowywaniu infrastruktury do zimowych igrzysk olimpijskich w Soczi w 2014 roku? Swoją drogą, tyleż zabawny, co szokujący jest detal, który w opisywanej epoce uznawano za oczywisty: wódkę sprzedaje się na wiadra…
I drugi fragment, ilustrujący stosunek wyższych warstw społeczeństwa do takich „postępowych wynalazków” jak oświata ludowa. Oto przedstawiciel elity peroruje:
Niektórzy miłośnicy oświaty twierdzą również, że należy krzewić piśmienność, zakładać szkoły, uczyć arytmetyki. (…) To wszystko, te wszystkie wymysły przyłażą do nas stamtąd, z Zachodu, i jakoś nikomu nie przyjdzie do głowy, że nasz żołądek jeszcze piśmienności strawić nie może.
Tamże, s. 326.
Pyszne: obskurant pełną gębą musi wpleść w swoją filipikę sprzeciw wobec cudzoziemszczyzny. Retoryczna obsesja antyzachodnia ma zresztą metrykę długą jak sama historia Rosji.
Krytyk rosyjskich wad
Czy rezonans Szkiców gubernialnych uczynił Sałtykowa rozchwytywanym pisarzem? Nic podobnego! Jego dzieła zebrane nie znajdowały tak wielu odbiorców, ilu można byłoby się spodziewać. Wedle relacji Zygmunta Librowicza (1855-1921), wieloletniego sekretarza potentata na rosyjskim rynku wydawniczo-księgarskim (Towarzystwa M. O. Wolf), tomy z prozą Szczedrina zalegały w magazynach dopóki nie strawił ich wielki pożar na początku XX wieku.
Jak to wyjaśnić? Najprościej chyba niechęcią czytającej publiczności (a więc grona elitarnego!) do konfrontacji z krytycznym wizerunkiem samej siebie. Szczedrin uchodził – i niebezzasadnie – za radykała, domagającego się demokratycznych reform. Poddawał ostrej krytyce stosunki minionej epoki, ostrze kierując przeciwko uprzywilejowanym warstwom społeczeństwa.
Jego postawa znalazła najpełniejszy wyraz w powieści Państwo Gołowlewowie (Господа Головлевы, 1875-1880). Pisarz przenicował w niej poddańczo-pańszczyźnianą mentalność ziemiaństwa. Dostało się przy tym całemu narodowi rosyjskiemu. Proszę samodzielnie ocenić, czy poniższy fragment mógł przypaść do gustu czytelnikom:
My, Rosjanie, nie znamy zdecydowanych systemów wychowania. (…) Dlatego mało jest wśród nas obłudników, wielu zaś kłamców, efekciarzy i blagierów. Nie mamy potrzeby być obłudnikami w imię jakichś tam zasad społecznych, ponieważ ich nie posiadamy i na żadnej się nie opieramy. Bytujemy sobie zupełnie swobodnie, to znaczy wegetujemy, kłamiemy i blagujemy samorzutnie bez żadnych zasad.
M. Sałtykow-Szczedrin, Państwo Gołowlewowie, przeł. T. Łopalewski, Warszawa 1950, s. 142.
Dokumentalista epoki
Z punktu widzenia historyka dziewiętnastowiecznej Rosji pisarstwo Szczedrina ma walor nie do przecenienia. Pozwala mianowicie oprzeć się sugestywności źródeł relacyjnych, które autorytatywnie prezentują jakiś ogląd badanej rzeczywistości. Autor Szkiców gubernialnych okazuje się dobrym przewodnikiem po epoce także dlatego że uchwycił swoją twórczością aż trzy panowania: ostatnie dziesięciolecie rządów Mikołaja I, całe panowanie Aleksandra II i większą część rządów Aleksandra III.
Jako badacz epoki wielkich reform i liberalizmu rosyjskiego mam spory dług wdzięczności wobec Michaiła Jewgrafowicza. Uchronił mnie on przed braniem za dobrą monetę nadmiernie entuzjastycznych ocen dokonań tego okresu i zasług obozu politycznego reformistów. Proszę mi wierzyć, że niełatwo zachować rezerwę względem publicystyki i memuarów, pisanych ze szczerym przekonaniem, a do tego skrzących się retorycznym efektem…
Specjalne miejsce na mojej liście lektur zajmuje powieść Szczedrina Współczesna idylla (Современная идиллия), nieprzetłumaczona, o ile wiem, na język polski. Powstawała na przełomie lat 70. i 80. XIX wieku, gdy doszło do konfrontacji liberalnej i konserwatywnej tendencji na szczytach władzy (triumf tej drugiej przesądził o kierunku rozwoju Imperium Rosyjskiego aż do rewolucji 1905 roku).
Zgodnie ze swoim powołaniem, Sałtykow zajmował się w kolejnych rozdziałach nie polityką, lecz społeczeństwem, a raczej postawami jego „światłej” części. Obraz to tylko z pozoru zabawny. Faktycznie natomiast – bardzo pesymistyczny, obnażający degradację portretowanych osobowości. Rezygnuję z omawiania Współczesnej idylli, gdyż jest ona osadzona bardzo głęboko w realiach tamtego czasu, a mnie zależy na ukazaniu Państwu ponadczasowego wymiaru twórczości pisarza.
Wróg koniunkturalizmu
Powodowany tym założeniem, przygotowując ten tekst, sięgam do krótkich utworów Szczedrina: opowiastek i bajek, kondensujących opinie sceptyka-prześmiewcy. Ograniczę się do jednego przykładu, zaczerpniętego ze zbioru Kukły i ludzie (Warszawa 1950) w przekładzie Seweryna Pollaka (1907-1987). Liczę, że będzie to dla Państwa zachęta do odwiedzenia lokalnej biblioteki i zapoznania się z całością.
Bajka, którą wydobywam dla Państwa, ukazuje ewolucję liberałów rosyjskich od moderantów do serwilistów. Powstała w 1885 roku, a więc w czasie konserwatywnego zwrotu politycznego, gdy liberalizm z trudem stawiał opór ofensywie ideologicznej władz. Dla jasności: osąd Sałtykowa uważam za zbyt surowy i jednostronny. W perspektywie historycznej ocena aktywności liberałów wypada łagodniej – odsyłam Czytelników do wpisu Liberalizm w Rosji: o transferze idei wczoraj i dziś.
Po co zatem sięgać po bajkę Liberał, skoro przedstawia ona tytułowego bohatera zbiorowego w krzywym zwierciadle? Ponieważ uświadamia ona trudne położenie zwolenników reformowania Rosji (o, wcale nie tylko dziewiętnastowiecznej!), którzy szamoczą się między skostniałymi strukturami władzy i rewolucjonistami.
Jakże inaczej rozumieć kolejne przesunięcia granic w rozumowaniu Szczedrinowskiego liberała? Najpierw gotów był on domagać się poszerzenia sfery wolności „w miarę możności”. Potem zaakceptował napomnienia, że realizacja ideałów takich jak dopuszczenie inicjatywy może dokonać się tylko „w pewnych granicach”. Następnie, zorientowawszy się w złożoności materii reform, przyjął z satysfakcją formułę „choć cokolwiek”. W końcu zaś zaaprobował wersję minimalistyczną, ujętą we frazie „odpowiednio do podłości”.
Być może najjaskrawiej upodlenie niegdysiejszego idealisty oddaje jego monolog wewnętrzny:
No i co z tego, że swoje ideały wytarzałem po uszy w błocie? Za to ja sam stoję nietknięty jak kolumna! Dziś tarzam się w błocie, a jutro wyjrzy słoneczko, wysuszy błoto i znów jestem zuchem nad zuchy!
M. Sałtykow-Szczedrin, Liberał, w: tegoż, Kukły i ludzie, przeł. S. Pollak, Warszawa 1950, s. 184.
Sałtykow-Szczedrin wobec Polaków
Chciałoby się ustalić coś pewnego na temat stosunku Szczedrina do Polaków. Przyznaję, że nie czytałem jego utworów pod tym kątem. Nie śledzę też postępów szczedrinologii, toteż zmuszony jestem ograniczyć się do uwag ogólnych, wspartych leciwym już opracowaniem tej tematyki, zacytowanym poniżej.
Wiadomo mi, że nie uczynił z polskiej tematyki osnowy czy choćby istotnego wątku żadnego utworu. Przekonania polityczne czyniły go przeciwnikiem antynihilistycznego nurtu w epice rosyjskiej. Nie znajdował się po tej samej stronie ideowej barykady co autor Zbrodni i kary albo Aleksiej F. Pisiemski (1821-1881), któremu poświęciłem odrębny tekst – Zapomniany rówieśnik Dostojewskiego. A już zupełnie nie do pomyślenia w twórczości Sałtykowa byłyby antypolskie stereotypy, eksploatowane przez wymienionych wyżej (i wielu innych, mniej znanych) pisarzy.
Zachowanie proporcji każe przyznać, że Polska – inaczej niż Francja czy świat niemiecki – nie cieszyła się specjalnym zainteresowaniem Michaiła Jewgrafowicza. Po części wynikało to zapewne z braku możliwości jej bliższego poznania: na kuracje lecznicze jeździł do Europy Zachodniej. Kto wie, może to dzięki takiemu splotowi okoliczności Królestwo Polskie uniknęło zjadliwego spojrzenia nieubłaganego satyryka?
Z Polakami spotykał się wszakże Sałtykow wielokrotnie. Najpierw w prestiżowym Liceum Carskosielskim, gdzie pobierała nauki pewna liczba naszych rodaków, a wyróżniającym się wykładowcą był Ignacy Iwanowski (1807-1886), profesor Uniwersytetu Petersburskiego. Następnie zaś – na zesłaniu w Wiatce, gdzie przymusowo przebywali także zesłańcy polscy. To jest poza dyskusją, dość odwołać się do postaci noszących polskie nazwiska i do polonizmów w różnych utworach, ze Szkicami gubernialnymi na czele.
Milczący protest świadka nagonki
Prawdopodobnie najważniejszym świadectwem stosunku autora do polskości było jego milczenie w latach 1863-1864, gdy publicystyką rosyjską owładnęły szowinistyczny amok i antypolski szał. Napomykam o tym we wpisie Powstanie styczniowe w oglądzie rosyjskim. Szczedrin nie brał w obronę powstańców, to naturalnie nie mogłoby ukazać się drukiem. Nader wymowne okazały się jednak jego polemiki z reakcyjną wymową antypolskich pamfletów. „Reakcyjną”, czyli godzącą w wartości ogólnoludzkie, które Sałtykow uważał za rosyjską zdobycz cywilizacyjną epoki wielkich reform.
Stały motyw polonofobii, czyli doszukiwanie się wszędzie „intrygi polskiej” sparodiował Michaił Jewgrafowicz w jednym z rozdziałów Dziejów pewnego miasta (История одного города, 1869-1870). Łatwiej docenić postawę satyryka, gdy ma się świadomość powodzenia, jakim cieszyły się wśród Rosjan enuncjacje o polskich spiskach. Historię jednego z nich nawet opisałem – Katechizm polski (z dziejów antyrosyjskiej intrygi). Z kolei negatywnemu stosunkowi do rusyfikatorskich zapędów mocarstwowców rosyjskich pisarz dał wyraz w Panach taszkientczykach (Господа Ташкентцы, 1873).
Ważną zasługą Sałtykowa dla upowszechniania literatury polskiej w Rosji było publikowanie w redagowanym przez niego (po 1878 roku) piśmie „Otieczestwiennyje Zapiski” przekładów współczesnych utworów. Wśród tłumaczonych autorów znajdziemy nazwiska Henryka Sienkiewicza (1846-1916), Bolesława Prusa (właśc. Aleksander Głowacki, 1847-1912), Elizy Orzeszkowej (1841-1910), a nawet Tomasza Teodora Jeża (właśc. Zygmunt Miłkowski, 1824-1915).
Nie było pewnie nadmiernej przesady w zapewnieniach autorki Nad Niemnem, gdy w liście dziękczynnym do Szczedrina pisała:
Wszyscy tu zresztą znamy Pana dobrze, a zachwycając się świetnymi przymiotami Jego, dla szlachetnych, głębokich myśli, które Pan nimi współdziałasz, wyznajemy cześć głęboką.
Cyt. za: T. Szyszko, Sałtykow-Szczedrin w piśmiennictwie polskim lat 1872-1914, Wrocław 1965, s. 172.
Uwalniająca moc satyry
Nie wyjaśniłem jeszcze, jak to możliwe, że cenzura dopuściła do druku tak wiele utworów piętnujących wady i patologie społeczeństwa rosyjskiego? Odpowiedzi na to pytanie udzielił wielbiciel twórczości Szczedrina, jeden z najwybitniejszych dostojników państwowych, sportretowany przeze mnie we wpisie Patron rosyjskiego liberalnego nacjonalizmu. Twierdził on ze zgryzotą, że przedstawiciele elity władzy zatrzymywali się w odbiorze Sałtykowa na poziomie komizmu. Nie traktowali ich natomiast jako odbicia bolączek Rosji (М. Е Салтыков-Щедрин в воспоминаниях современников в двух томах, т. 1, Москва 1975, s. 254).
Na tym kończę szkic poświęcony wielkiemu satyrykowi Rosji drugiej połowy XIX wieku. Skoro dokonałem introdukcji, będzie on – obiecuję – pojawiać się od czasu do czasu na blogu jako komentator przedrewolucyjnej rzeczywistości rosyjskiej. Zachęcam Państwa do odwiedzenia biblioteki i sięgnięcia po polskie przekłady bestsellerów Sałtykowa. Cóż z tego, że pochodzą z lat 50. i 60. XX wieku? Nie pozwólmy na pokrycie twórczości pisarza kurzem zapomnienia!
Moment przypomnienia sztandarowych dzieł Szczedrina wybrałem nieprzypadkowo. Wkraczając w nowy, 2026, rok mamy świadomość dewastacji systemu wartości społeczeństwa rosyjskiego. Zapytujemy siebie, czy współczesna literatura ma w sobie moc przemienienia serc – przemienienia, orędownikiem którego niezmiennie pozostaje Michaił Jewgrafowicz Sałtykow. Gdybyż można było na to liczyć!
Kolejny wpis na blogu będzie dostępny od 1 lutego 2026 roku. Już teraz zachęcam do odwiedzin Prawdziwej Rosji!