Książki o Rosji na lato 2026 (rekomendacje)

K

Nie sposób wyobrazić sobie miesięcy wakacyjnych bez czytania. Kontynuując tradycję lat ubiegłych (Książki o Rosji na lato 2024, Książki o Rosji na lato 2025), postanowiłem uwolnić Państwa od niedogodności samodzielnego poszukiwania wartościowych lektur. Mam nadzieję, że moje propozycje zyskają uznanie.

Formuła przeglądu bibliograficznego pozostaje niezmienna. Dzielę się wrażeniami z lektury trzech nowości wydawniczych, które w moim odczuciu wnoszą wartość do refleksji nad tematyką rosyjską. Wybór ograniczam jedną pozycją beletrystyczną, jedną z obszaru literatury faktu i jedną pracą naukową.

I rzecz najważniejsza: rekomenduję tylko książki, do których mam przekonanie. Ani autorzy, ani wydawnictwa nie mają wpływu na prezentowane przeze mnie opinie. Nie pobieram wynagrodzenia za swoje wskazania. Zrobi mi się natomiast miło, jeśli zechcą Państwo zafundować mi wirtualną kawę. Wprowadzam tę możliwość, mając na koncie pięćdziesiąt artykułów opublikowanych na blogu w ciągu czterech lat. Wystarczy tylko kliknąć w ikonę na końcu artykułu.

Czego Czytelnicy Prawdziwej Rosji mogą się spodziewać tym razem? Mój wybór padł na:

  • subtelną prozę eksploatującą wciąż słabo rozpoznane pokłady tożsamościowe uczestnika i świadka transformacji schyłkowego Związku Radzieckiego;
  • przystępnie napisany esej publicystyczny o polityce historycznej Rosji, ukazujący ideowe i mentalne oblicze Putina i jego otoczenia;
  • rozprawę o pisarzu, który odcisnął piętno na dziejach Rosji carskiej, przyczyniając się do jej moralnej delegitymizacji.

Rosjanin w poszukiwaniu tożsamości

Aż dziw bierze, że kontynuator tradycji literackiego protestu przeciwko opresyjności rosyjskiej władzy politycznej, Siergiej Lebiediew (ur. 1981), wciąż pozostaje w Polsce twórcą niszowym. Przebywający obecnie poza granicami swojej ojczyzny pisarz obdarzył czytelników kilkoma dziełami prozatorskimi najwyższej próby. Zasługa przybliżenia jego osiągnięć w naszym kraju należy do kameralnego Wydawnictwa Claroscuro, wyraźnie stawiającego na wysmakowaną literaturę osadzoną w różnych kręgach kulturowych.

Udostępniony niedawno Rok komety jest siódmą pozycją w polskim repertuarze tłumaczeń prozy Lebiediewa. Gdyby jednak trzymać się chronologii powstawania utworów, powinien on zajmować drugie miejsce, tuż za debiutancką i przyjętą owacyjnie Granicą zapomnienia. Recenzowana książka stanowi wszakże autonomiczną całość i nie wymaga lektur przygotowawczych.

Niezłe pojęcie o drodze życiowej i systemie wartości autora dają dwa wywiady. Jeden sprzed siedmiu lat, na łamach „Plusa Minusa”, przeprowadzony przez Marcina Kubego i osnuty na wątkach Granicy zapomnienia. Przyciągający uwagę tytuł (Podróżowałem do świata umarłych) ma umocowanie w treści rozmowy; całość do przeczytania w wolnym dostępie tu. Drugi, sprzed roku, miał miejsce w warszawskiej księgarnio-kawiarni Big Book Cafe, a przeprowadziła go Paulina Wilk. Liczba wyświetleń zdaje się wskazywać, że postać znakomitego prozaika nie wzbudza zainteresowania. Czyżby miałaby to być prawda?

Metafora tytułu recenzowanej książki nie jest łatwa do rozwikłania. Odwołuje się do zjawiska, które ekscytowało wielbicieli (i adeptów) astronomii w 1986 roku. Wtedy to właśnie kometa Halleya zbliżała się i osiągnęła peryhelium, czyli taki punkt na orbicie, gdy to ciało niebieskie znajduje się najbliżej Słońca. Na rok 1986 przypadły także zjawiska jak najbardziej ziemskiej proweniencji, choćby katastrofa w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej. Nie wspominając o tak przyziemnych sprawach, jak Gorbaczowowska pieriestrojka, osłabiająca presję państwa radzieckiego na sferę pamięci prywatnej.

Właśnie o grzebaniu się w pamięci rodzinnej, o wysiłkach uchwycenia swojej tożsamości, o próbie nadania sensu własnemu życiu w kontekście zatajonych losów przodków – jest ta książka. Historię przez duże „H” reprezentują rewolucja 1917 roku, Wielka Wojna Ojczyźniana czy zamykające „fabułę” wydarzenia z sierpnia 1991 roku (nieudana próba restytucji Związku Radzieckiego w wyniku puczu wojskowego). Dorastający bohater usiłuje przemóc „deficyt własnej przeszłości” (s. 15), mając świadomość, że „rośnie w polu konfliktu, który przewyższa jego zdolności poznawcze” (s. 42).

Jaką formę literacką reprezentuje Rok komety, jakie funkcje literackie wypełnia? Nie podejmuję się tego rozstrzygać. Styl epicki przeplata się tu ze stylem eseistycznym. Elementy fabularne zazębiają się z elementami refleksyjnymi. A wszystko tworzy spójną całość: wciągającą przez rozmach intelektualny, skłaniającą do krytycznego namysłu. Niebanalne osiągnięcie!

Wyeksponowane miejsce w opowieści bohatera zajmują kobiety. Co ważne: nie jego rówieśniczki, nawet nie matka, lecz babcie – przedstawicielki starszego pokolenia, strażniczki pamięci, depozytariuszki mądrości życiowej. W rozważaniach pierwszoosobowego narratora pojawia się myśl, która – jak mi się zdaje – trafnie objaśnia mechanizm obronny przed wpływami zewnętrznymi. Posłuchajmy:

Mężczyznom przypadły w udziale głównie czyny, a zadaniem kobiet było przede wszystkim czekać; na męską dolę złożyły się aresztowania, walki i śmierć, a kobietom pozostało cierpienie, pasywna rękojmia istnienia. (…) I babcie przekazywały wnukom wyłącznie swoje spojrzenie, swoje rozumienie rzeczywistości. One bały się historii, która potrafiła wchłonąć człowieka, związek z nią zabił ich mężów i braci; przed historią trzeba było się ukrywać jak przed obławą, ciaśniej zamknąć się w kręgu rodzinnym.

S. Lebiediew, Rok komety, przeł. G. Szymczak, Warszawa 2026, s. 110.

Spośród wielu wątków Roku komety ukazujących splot Historii (czyli: długiego trwania) z indywidualnymi losami wskażę jeden. Lebiediew ilustruje rozszczepienie pamięci człowieka radzieckiego przeciwstawiając sobie biografie dwóch babć bohatera. Jednej (Tania) wywodzącej się z warstw uprzywilejowanych w przedrewolucyjnej Rosji, i drugiej (Mara), zawdzięczającej awans społeczny obaleniu starego ładu. Pierwsza po cichu pielęgnuje przywiązanie do „ja” indywidualnego, druga nie widzi siebie poza zbiorowością. Pierwsza reprezentuje sobą ciągłość, dla drugiej początek historii wyznacza Czerwony Październik i stalinowska obietnica równości ludzi. Autor potrafi nie tylko oddać te różnice, lecz także zademonstrować ich konflikt na płaszczyźnie aksjologicznej.

Przekład Grzegorza Szymczaka oddaje należną rewerencję oryginałowi. Z porównania wybranych na chybił-trafił fragmentów wnoszę, że tłumacz postarał się o precyzyjne oddanie litery i rytmu oryginału. Nie mam tytułu, by wypowiadać się na ten temat autorytatywnie. Odnoszę jednak wrażenie, że Szymczak zrealizował swoje zadanie pewną ręką. A trzeba tu wziąć pod uwagę przemieszanie prostego języka z wyrafinowaną frazą, a także banalnych szczegółów narracyjnych z wysublimowanymi rozważaniami wwiercającymi się w tożsamości bohatera i jego rodziny.

Jeśli czytać Rok komety bez odniesienia do rosyjskiego oryginału, trudno nie zwrócić uwagi na wycyzelowane zwroty i figury retoryczne dobrane z dużym wyczuciem języka polskiego, a nieraz i z polotem. Ten ostatni zawiódł tłumacza chyba tylko raz: fragment o zmaganiach szachowych (s. 60) zawiera wyrażenia nieznane szachistom i zwyczajnie wprowadzające w błąd. Fragment ten wypacza i bez tego nieudany passus oryginału (Lebiediew najwyraźniej także nie ma pojęcia o szachach). Niech jednak ten przytyk nie wykoślawia mojej bardzo wysokiej oceny przekładu. Piszę o tym z przekonaniem, uważając, że trudowi tłumacza zawdzięczamy obcowanie z literaturą naprawdę wysokich lotów.

Napisana z czułością dla frazy, znakomicie przełożona na język polski, podejmująca węzłowe problemy tożsamości człowieka radzieckiego, który mierzy się z rozpadem imperium – jest książka Siergieja Lebiediewa uwodzicielskim literacko świadectwem żywotności antyreżimowej rosyjskiej tradycji literackiej, budzącej nadzieję na odnowę moralną społeczeństwa zaślepionego ułudą mocarstwowości.


Rok komety, strona okładkowa. Źródło: https://booksandbestsellers.pl/pl/p/Rok-komety/101 (dostęp: 30.06.2026).

Zawikłania polityki historycznej Rosji

Ogłoszona drukiem przez Wydawnictwo Prześwity książka Bartłomieja Gajosa (ur. 1992) jest najlepszą jak dotąd próbą popularyzatorskiego ujęcia tak kompleksowego zagadnienia jak polityka historyczna współczesnej Rosji. Rozmach tytułowej zapowiedzi wyróżnia opracowanie na tle wąskotematycznych ujęć: niejednokrotnie kompetentnych, lecz odstręczających hermetycznością.

Autor, badacz historii najnowszej i analityk Centrum Mieroszewskiego, ma sporą wprawę w popularyzacji wiedzy. Od lat skutecznie wykorzystuje w upowszechnianiu swoich badań środki nowoczesnej komunikacji. Pojęcie o diapazonie zainteresowań Gajosa daje jego strona internetowa. Bodaj najefektywniejszym kanałem komunikacji uczynił on swój kanał na platformie YouTube.

Historia, która zabija hołduje konwencji eseju publicystycznego, dlatego też kwalifikuje się jako literatura faktu w moich rekomendacjach lekturowych. Rozstrzyga o tym najpierw maniera pisarska: już to chłodna i staranna, już to naznaczona ekscytacją i frywolna. Następnie zaś obce podejściu naukowemu autorytatywne rozstrzyganie omawianych zagadnień, oparte na dość swobodnym traktowaniu „materiału dowodowego”.

Nonszalancja narracyjna autora nie odbiera jednak jego książce walorów poznawczych. Przeciwnie: składające się na nią szkice sygnalizują niejednokrotnie obiecujące drogi interpretacyjne. Wynika to z tego, że zaprezentowana przez Gajosa wizja opiera się przede wszystkim na obserwacji rosyjskiego życia politycznego, pogłębionej wyrywkową (ale trafnie dobraną) lekturą opracowań i źródeł, przeważnie dokumentów.

Najbardziej przekonywająco wybrzmiewają uwagi autora odnoszące się do historii politycznej XX wieku, którą zgłębia on jako badacz od źródeł. Gajos dowodzi, że na putinowskim oglądzie historii piętno odcisnęła polityka pamięci doby breżniewowskiej. Na konkretnych przykładach (książka, film) demonstruje, jak władzy udało się uromantycznić traumatyczne doświadczenia wojny ZSRR z Trzecią Rzeszą. Tytułem dygresji zauważę, że demitologizację tak zwanej Wielkiej Wojny Ojczyźnianej uznaje autor za warunek konieczny ewentualnej demokratyzacji Rosji w przyszłości. Tłumaczy także, dlaczego Putin odrzuca leninowską koncepcję ustroju federacyjnego z prawem do secesji republik, i politykę narodowościową bolszewików.

Wartościowe poznawczo i zasługujące na rozpowszechnienie są wyjaśnienia Gajosa ukazujące nieoczywiste konteksty „fetyszu krymskiego”. Nie chodzi mi wyłącznie o odwzorowanie mapy mentalnej Rosjan, na której Krym się utrzymał, mimo zmian na mapie politycznej (niepodległość Ukrainy). Chodzi mi raczej o wątki nieobecne w dyskursie publicystycznym, na przykład plany uczynienia z półwyspu żydowskiego terytorium autonomicznego. Rozważając faktyczne przyczyny włączenia Krymu w skład Ukraińskiej Federacyjnej Republiki Radzieckiej (1954) autor słusznie przypomina zapaść gospodarczą i demograficzną tego regionu w latach powojennych.

Charakteryzując sposób myślenia rosyjskiej elity politycznej Gajos zasadnie zwraca uwagę na przywiązanie do wizji stosunków międzynarodowych opartych na „koncercie mocarstw”. To obrazowe określenie nawiązuje do praktyki politycznej usankcjonowanej na Kongresie Wiedeńskim 1815 roku (s. 48-49). Z kolei omawiając karierę pojęcia „historyczna Rosja” w rosyjskim dyskursie autor formułuje hipotezę, że jest ono przede wszystkim „stanem emocjonalnym związanym z utratą czegoś, co uważało się od zawsze i na zawsze za swoje” (s. 205). Celem zilustrowania tego przypuszczenia historyk przywołuje wypowiedzi Putina jeszcze jako mało znanej postaci z obrzeży rosyjskiej polityki początku lat 90. XX wieku. Są to naprawdę ważne ustalenia. Gdybyż były wiadome opinii publicznej w odległym 2000 roku…

Jako historyk dziejów Rosji muszę odnotować, że Historia, która zabija nie jest wolna od usterek merytorycznych. Wynikają one zazwyczaj z powierzchownej orientacji autora w meandrach historycznych późnego okresu imperialnego (czyli drugiej połowy XIX wieku), gdy wykuwała się nowoczesna rosyjska świadomość narodowa. W mojej ocenie nie odbiera to jednak wartości książce, która nie powiela wszak ambicji syntezy podręcznikowej.

Czytelnik powinien też wziąć poprawkę na cokolwiek zbyt łagodną postawę redakcji i korekty, które nie zdołały wygładzić stosunkowo licznych chropowatości tekstu (kolokwializmy, niedopasowanie przyimków, rusycyzmy). Rygoryści wpadną w szał, gdy zauważą rozjechanie się numeracji przypisów w tekście z przypisami końcowymi, co drastycznie utrudnia podążanie za argumentami autora i ich weryfikację.

Nie chciałbym, aby techniczne niedopatrzenia przesłoniły zalety rekomendowanej przeze mnie książki. Dla dodatkowej zachęty odnotuję więc, że autor nie poprzestaje na diagnozie imperialnych gier Rosji z historią. Optuje za skoordynowaną i aktywną polityką historyczną państw wspierających Ukrainę w obecnej wojnie. Uzasadniając tę sugestię, twierdzi:


Tego rodzaju polityka historyczna spełniałaby trzy cele: po pierwsze, skierowana do własnego społeczeństwa byłaby szczepionką przed potencjalnymi „wrzutkami” Kremla; po drugie, wywierałaby na Moskwę presję i zmuszała ją do wchodzenia w dyskusje w warunkach dla siebie niekomfortowych; po trzecie (…) skierowana do krajów globalnego południa mogłaby również obniżyć wiarygodność putinowskiego reżimu, kreującego się na centrum ruchu antykolonialnego.


B. Gajos, Historia, która zabija. Polityka historyczna putinowskiej Rosji, Warszawa 2026, s. 262.

Powyższe słowa można chyba uznać za przesłanie książki, a zarazem wyznanie wiary Gajosa – nieodzowność prowadzenia czynnej walki z rosyjską ideologią mocarstwową. W każdym razie ja tak odbieram zamiary autora i wymowę okładki (przeróbka obrazu namalowanego w 1838 roku przez Paula Delaroche’a (1797-1856)). Pierwotnie na płótnie miejsce Putina zajmował władca, który uczynił był Rosję imperium w pełnym znaczeniu tego słowa – Piotr Wielki (o jego obecności w imaginarium rosyjskim – Piotr Wieki: pogłosy wielkiego jubileuszu).

Przeznaczona dla szerokiego kręgu odbiorców bez szkody dla jakości wywodów, umiejętnie syntetyzująca różnorodne i trudne zagadnienia, demistyfikująca utrwalone sądy potoczne – jest książka Bartłomieja Gajosa udanym przedsięwzięciem, które ma szansę oddać dobrą przysługę naszej-polskiej debacie o polityce wschodniej uwikłanej w historię.

Historia, która zabija. Polityka historyczna putinowskiej Rosji, strona okładkowa. Źródło: https://mtbiznes.pl/przeswity/wydawnictwo-przeswity/historia/historia-ktora-zabija (dostęp: 30.06.2026).

Pisarz na wojnie z systemem

Opublikowana przez Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego książka Piotra Głuszkowskiego mierzy się ze spuścizną ideową jednego z najbardziej niepokornych twórców rosyjskich – Maksyma Gorkiego (1868-1936). Autor rozprawy wypełnia dotkliwą lukę w polskiej bibliografii rusycystycznej, jaką jest brak opracowania (choćby popularnonaukowego) życia i twórczości pisarza.

Praca habilitacyjna Głuszkowskiego traktuje nie tyle o biografii czy o utworach Gorkiego, ile raczej o formowaniu się jego światopoglądu pod wpływem doświadczeń osobistych i, zwłaszcza, wstrząsów politycznych oraz gwałtownych przemian społecznych. Taka konceptualizacja problemu uzasadnia obrane przez autora podejście interdyscyplinarne.

Mimo wszystko badacz pozostaje przede wszystkim historykiem literatury i to w tej dziedzinie czuje się najpewniej, także w doborze miarodajnych opracowań tematycznych. Odwołania autora do dziedzin pokrewnych nie zawsze są poparte najszczęśliwszą selekcją literatury przedmiotu. Traktuję je przede wszystkim jako wyraz przeświadczenia, że bez kontekstu historyczno-kulturowego wizerunek Gorkiego byłby niepełny. Słusznie!

Walor recenzowanej biografii intelektualnej nie polega zresztą na maksymalizmie bibliograficznym: lista wykorzystanych prac nie jest długa. Głuszkowski kładzie nacisk na własne odczytanie materiału pierwotnego, toteż większość z 1764 przypisów odsyła czytelnika bezpośrednio do źródeł. Przede wszystkim do ogromnego korpusu listów, a ponadto do twórczości Gorkiego, w tym – co szczególnie cenne – do zapoznanej publicystyki.

Układ książki ma charakter chronologiczno-problemowy. Daje to czytelnikowi pewną swobodę w decydowaniu, który z szeregu etapów ewolucji ideowej pisarza chce poznać. Zanim sformułuję kilka sugestii w tym zakresie, chciałbym uwypuklić postawę Głuszkowskiego jako badacza i popularyzatora nauki. Nie dostrzeżemy w nim mianowicie krzty efekciarstwa retorycznego czy arogancji mędrkującego humanisty. Te właśnie cechy autora cenię szczególnie wysoko – i to one powstrzymują mnie przed wypominaniem mu niejakich wpadek merytorycznych (z reguły zresztą niedużego kalibru) czy sporadycznych niezręczności stylistycznych.

Cezurą końcową rozważań Głuszkowskiego wyznacza lipiec 1918 roku, gdy na skutek zamknięcia przez bolszewików gazety Gorkiego dokonuje się ostateczny rozbrat Lenina z „przestraszonym inteligentem-neurastenikiem dezerterującym z szeregów rewolucji”, jak scharakteryzował pisarza Stalin (s. 378). Książkę można zatem traktować jako urwaną biografię twórcy.

Przy takim podejściu na plan pierwszy wyjdą zdarzenia kształtujące jego życie. Od dzieciństwa naznaczonego ciężką pracą, przez etap wędrówki w poszukiwaniu sensu uwieńczony decyzją o zostaniu literatem, po zaangażowanie polityczne po stronie wrogów ustroju carskiego aż do upadku dynastii panującej w 1917 roku i paroksyzmów rewolucji w kolejnym roku.

Nierównie ciekawsze będzie dostrzeżenie w życiorysie Gorkiego wstrząsów moralnych oddziałujących na portretowaną postać. Bez wątpienia to samo życie (a nie na przykład literatura) wpłynęło na nieufny stosunek pisarza do chłopstwa i rozwianie się narodnickich iluzji „wędrówki w lud”. To niezgoda na niesprawiedliwość kazała Gorkiemu protestować przeciwko okrucieństwu władzy. Najpierw carskiej, gdy w 1905 roku urządziła ona robotnikom Krwawą Niedzielę, a następnie bolszewickiej, gdy ta strzelała do obrońców Konstytuanty podczas Krwawego Piątku w 1918 roku.

W książce Głuszkowskiego można także poszukiwać opisów konfrontacji (nie zawsze „na żywo”) Gorkiego z klasykami literatury rosyjskiej, choćby z podziwianym przezeń Lwem Tołstojem i wywołującym niechęć Fiodorem Dostojewskim. Najbardziej ucieszyło mnie dostrzeżone przez habilitanta podobieństwo obrazów prowincji, nakreślonych przez bohatera monografii i nieocenionego Michaiła Sałtykowa-Szczedrina (Prokurator życia społecznego Rosji). A skoro mowa o konfrontacjach, to bardzo interesująco przedstawiają się zdemitologizowane przez autora starcia pisarza z ideologami bolszewizmu. Począwszy od wyklętego Aleksandra Bogdanowa (1873-1928), przez Anatolija Łunaczarskiego (1875-1933), skończywszy na Leninie (1870-1924).

Dzięki wysiłkowi Głuszkowskiego możliwe jest także spojrzenie na twórczość (i aktywność społeczną) Gorkiego z punktu widzenia wartości, które usiłował propagować. Były wśród nich niewzruszona wiara w człowieka (dochodząca do tak zwanego bogotwórstwa), sprzeciw wobec nacjonalizmu i antysemityzmu, przywiązanie do idei równości ludzi.

Nie zdołam w krótkim opisie zasygnalizować wątków omawianej monografii naukowej. Zamiast tego chcę podzielić się wyłuskanym przez autora fragmentem tekstu publicystycznego Gorkiego z marca 1918 roku. Poniższe słowa wydają mi się bardzo przenikliwe, tłumaczą bowiem nieuchronne wypaczenia rewolucji:


Lud rosyjski z racji warunków swojego rozwoju historycznego – to wielkie sflaczałe cielsko, pozbawione chęci budowania państwa i niemal niepodatne ma wpływ idei uszlachetniających akty woli; inteligencja rosyjska to głowa chorobliwie rozpuchnięta od mnóstwa cudzych myśli, złączona z ciałem nie mocnym kręgosłupem wspólnych pragnień i celów, ale jakimś ledwie widocznym cieniutkim nerwem.


Cyt. za: P. Głuszkowski, Maksym Gorki versus carska Rosja. Literacka i ideowa droga do rewolucji, Warszawa 2025, s. 403.

Ochoczo cytowana przez Głuszkowskiego literatura piękna pozwala ujrzeć wielkie procesy społeczne przełomu XIX i XX wieku przez pryzmat rozmyślań i czynów postaci literackich. Jako badacz tego okresu podzielam opinię autora o niezmierzonym potencjale tego źródła. Dzięki omawianej książce do listy lektur dopisałem kilka pozycji, na czele z Życiem Klima Samgina (czterdzieści lat), będącym wedle określenia autora „opus magnum historii rosyjskiej inteligencji” (s. 103). Nie wątpię, że i Państwu dostarczy Głuszkowski inspiracji lekturowych!

Bazująca na obfitej kwerendzie archiwalnej i bibliotecznej, przemyślnie skonstruowana, odważnie stawiająca nowe pytania badawcze, a wreszcie idąca nieraz na przekór utartym mniemaniom – książka Piotra Głuszkowskiego dostarcza rozległego materiału nie tylko do studiów nad literackim dziedzictwem Gorkiego, lecz także do dyskusji o intelektualnych źródłach dekompozycji monarchicznej formuły Imperium Rosyjskiego w 1917 roku.


Kolejny wpis na blogu ukaże się 1 sierpnia. Znowu będzie książkowo – tym razem opowiem o polskim Na Zachodzie bez zmian, ukazującym wojnę polsko-bolszewicką w jej okrutnej prawdzie, bez upiększania. Zapraszam w odwiedziny! Ale kawę można postawić mi już teraz, nie czekając na kolejną wizytę…


  • Siergiej Lebiediew, Rok komety, przeł. Grzegorz Szymczak, Wydawnictwo Claroscuro, Warszawa 2026, 430 ss., ISBN: 978-83-62498-64-2. Opis wydawcy dostępny tu.
  • Bartłomiej Gajos, Historia, która zabija. Polityka historyczna putinowskiej Rosji, Wydawnictwo Prześwity, Warszawa 2026, 312 ss., ISBN: 978-83-8175-795-9. Opis wydawcy dostępny tu.
  • Piotr Głuszkowski, Maksym Gorki versus carska Rosja. Literacka i ideowa droga do rewolucji, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2025, 468 ss., ISBN: 978-83-235-7049-3. Opis wydawcy dostępny tu.


Dziękuję Wydawnictwu Prześwity i Wydawnictwom Uniwersytetu Warszawskiego za nieodpłatne udostępnienie mi egzemplarzy recenzenckich.

O autorze

Mikołaj Banaszkiewicz

Rosjoznawca, historyk, doktor nauk humanistycznych.

Dodaj komentarz

O autorze

Rosjoznawca, historyk, doktor nauk humanistycznych.

Bądźmy w kontakcie!

kontakt@prawdziwarosja.pl

O przedsięwzięciu

Prawdziwa Rosja – blog rosjoznawczy ukazujący perspektywę historyczną współczesnych zjawisk społeczno-politycznych i kulturowych.